Literatura, jest dziś królestwem kobiet.
Joanne Kathleen Rowling, dzięki swojej sadze o małym czarodzieju stała się, jedną z najbogatszych kobiet świata.
W Polsce Katarzyna Grochola, Dorota Terakowska czy objawienie ostatnich miesięcy Małgorzata Kalicińska sprzedają tysiące książek, mają swoje rubryki w popularnych kobiecych magazynach, są masowo zapraszane do telewizji i radia. Ponieważ kobiety chętnie i uważnie ich słuchają, wypowiadają się na każdy temat. Stały się autorytetami. Służą nam rada, od przewijania pieluch począwszy przez ubiór na randkę, po wojnie w Afganistanie skończywszy. Są sławne, bogate i szczęśliwe. Na dodatek ich sukces, wydaje się okupiony małymi wyrzeczeniami. Ich popularność jest delikatna, przyjemna. Nie rozrasta się do niebezpiecznych obsesji tabloidów, jak w przypadku gwiazdek seriali czy muzyki. Co ważne wydaje się, że każda z nas może taki sukces osiągnąć. Wszak za Grocholą czy Kalicińską, a nawet Rowling nie stało wykształcenie literackie czy przygotowanie pisarskie, ani nawet bogata rodzina, która pomogła im się wypromować. Właściwie one, wbrew przeciwnościom osiągnęły ten sukces. Pisanie w ich przypadku miało walor terapeutyczny. Zdradzone, samotne , dojrzałe kobiety podnoszą się z kolan, dzięki swemu talentowi i historii, którą opowiadają ludziom. Historie przez nie pisane służą pokrzepieniu serc. Podobnie jak ich własne historie, które napisał los.
Zastanawiając się nad ich sukcesem, warto wspomnieć kobiety wcześniejszych epok. Przez całe wieki literatura, była jednym z najbardziej strzeżonych bastionów mężczyzn i to mimo, iż większość czytelników była kobietami. Jak spojrzymy w przeszłość, to okaże się że więcej było kobiet – władców , przedsiębiorców nawet wojowników, niż kobiet pisarek. Kobieta, która chciała pisać traktowana była właściwie aż do I wojny światowej, jako coś nienormalnego. Jeśli już przełamała opór wydawców i otoczenia, w opinii społecznej stawała się wydarzeniem, kimś nie do końca normalnym, a o jej życiu, prowadzeniu krążyły najdziwniejsze legendy.
Safonie jedynej kobiecie piszącej w starożytności, przypisuje się i rozwiązłość i mieszkanie na wyspie Lesbos.
Zresztą na następne piszące kobiety będziemy czekać prawie 1800 lat, gdyż dopiero wiek XVIII i XIX da nam tak ważne pisarki jak Jane Austen, Emily Dickinson, George Sand czy siostry Brontë . Mimo ogromnego talentu, pisały one mniej niż by mogły, a i tak ich książki, miały problem z dopuszczeniem do druku. Cześć utworów, wręcz nie doczekała się za życia autorek publikacji. Gdyby ktoś miał wątpliwości, nie mówimy o krajach gdzieś głęboko w Afryce, czy arabskich tylko o Anglii czy Ameryce, niecałe dwieście lat temu. O krajach dominujących nad światem nie tylko politycznie, ale i kulturowo.
W Polsce nie było o wiele lepiej. Znienawidzone przez nas lekturowe matrony Orzeszkowa i Konopnicka, początkowo miały problemy, żeby opublikować cokolwiek. Konopnicka musiała przyjąć męski pseudonim ("Jan Sawa"), bo wydawca nie chciał opublikować kobiecej poezji. Dodatkowo istniał problem, z akceptacją bliskich. Obie były zamężne, posiadały rodziny, ponieważ jednak były koleżankami ze szkoły i utrzymywały przyjaźń przez całe życie, posądzane były o związek homoseksualny.
Maria Rodziewiczówna, jedna z najpłodniejszych polskich autorek poszła krok dalej, i nie dość, że nie wyszła nigdy za mąż, to na dodatek ubierała się w męski strój, nosiła krótkie włosy co w końcówce XIX wieku, nie było zbyt dobrze postrzegane. Próbowała również prowadzić gospodarstwo rolne, zachowywać się jak samodzielny człowiek, a nie tylko jak czyjaś żona. Tak bardzo się starała, że o mały włos nie trafiła do więzienia za pobicie …. mężczyzny.
Najdalej w swoich ekstrawagancjach poszła, muza młodopolaków Dagna Przybyszewska. Uwodziła i porzucała mężczyzn w ilościach hurtowych (do najsłynniejszych jej kochanków należeli August Strindberg, Edvard Munch, Stanisław Przybyszewski czy Stanisław Korab-Brzozowski). Wypiła morze wódki, wypaliła i zażyła tony narkotyków, by w końcu zostać zastrzeloną, przez zazdrosnego kochanka Władysława Emeryka. Z pochodzenia Norweżka , mieszkała w Niemczech , Danii, Francji, dzieci rodziła w Polsce, by zginąć w Gruzji, gdzie pojechała do kochanka – Polaka. Można by powiedzieć, że Chylińska przy niej to pensjonarka.
Dziś byśmy o nich powiedziały : twardzielki, mądre kobiety, które wiedziały czego chcą i mimo trudności, osiągały to.
Aktualnie pisarki mają sławę, pieniądze szacunek, Wtedy miały problemy, odrzucenie, niezrozumienie. Jeśli dzisiejsze gwiazdy pióra mają wszystko, one nie miały nic. Choć miały jednak coś, czego być może, ani Grochola, ani Rowling nie mają. Miały pasję, pisały z serca. Ich walka ze światem, miała w sobie coś mega romantycznego, a zarazem pionierskiego. No i przede wszystkim miały taki dar pisania, że ich książki do dziś czytają miliony kobiet na całym świecie.
Czy współczesne „sławy” osiągną to samo ?
Przekonamy się już za 200 lat…..
Justyna Gromadzka
zdjęcia: okładka książki, biografii "J.K. Rowling" (autor: Sean Smith)