„Moje Winnipeg”.
Premiera w polskich kinach: 2 października 2009
Guy Maddin stworzył film wyjątkowy.
Już samo zakwalifikowanie „Mojego Winnipeg” do konkretnego gatunku, nie jest takie proste. Dystrybutor określa obraz, jako „fantazję dokumentalną”.
Wydaje się, że tkwi tu sprzeczność, bo albo fantazja albo dokument.
Reżyser stworzył pełnometrażową opowieść o sobie i swoim rodzinnym mieście, utkaną z elementów własnej biografii, marzeń sennych, wstawek dokumentalnych, starych zdjęć itp.
Film jest czarno-biały, ale to słuszna decyzja.
Mamy tu bowiem setki obrazów, zmieniających się w kalejdoskopowym tempie, a główny bohater odbywa podróż w głąb swojej wyobraźni i historii Winnipeg jednocześnie.
Jest to także podróż w sensie dosłownym.
Wielokrotnie pojawia się postać mężczyzny w pociągu sunącym gdzieś w głąb wielkiego miejskiego organizmu.
”Moje Winnipeg” to film składający się z wielu warstw i każdy może go oglądać na swój sposób. Mamy tu na przykład modę na przestrzeni bez mała stu lat.
Dziesiątki postaci różnych zawodów, a każda inaczej ubrana.
Ważnym elementem filmu, przewijającym się w kilku miejscach jest relacja córki z restrykcyjną
i wymagającą matką.
Może jest to archetypiczne wyobrażenie o zachowaniach kobiet z różnych pokoleń, może coś z pamięci osobistej reżysera, a może wątki przetworzone z filmów o dorastaniu, sprzed pół wieku.
Właśnie ta oniryczność, wizyjność, niedookreśloność jest głównym atutem filmu.
Na pewno „Moje Winnpeg” nie jest dziełem dla każdego, ale jeżeli już zdecydujemy się film obejrzeć, ulegniemy jego hipnotycznej sile.
Polecam gorąco.
Grzegorz Cielecki
zdjęcie: materiały prasowe Gutek Film