Feliks Falk nakręcił thriller.
Film jednak jest tylko połowicznie udany, gdyż zabrakło zarówno napięcia jak i czystości gatunkowej.
"Enen" chciałby bowiem być nie tylko dziełem sensacyjnym, ale także dramatem społecznym, historią rodzinną oraz dziełem z kluczem politycznym.
Borys Szyc gra tu młodego psychiatrę, który postanawia ustalić tożsamość pacjenta (ciekawa, skupiona, prawie niema, kreacja Grzegorza Wolfa).
Papiery bowiem, zniknęły z teczki dokumentacyjnej.
Ślad prowadzi w przeszłość.
Zaczyna się ustalanie kto i kiedy zajmował się pacjentem.
Dochodzenie do prawdy pochłania bez reszty młodego psychiatrę.
Do tego stopnia, że zaniedbuje on rodzinę.
Szybko okazuje się, że komuś zaczyna się nie podobać działalność lekarza.
Rodzina staje w zagrożeniu.
Motywacja działań głównego bohatera, nie jest do końca jasna.
Wychodzi on na idealistę, dla którego odkrycie zagadki jest ważniejsze niż dobro rodziny.
Tempo filmu nierówne.
Jeżeli pamiętamy rozedrgany nerwowy rytm legendarnego "Wodzireja" czy choćby sprawnie zrealizowanego "Komornika", to obecnemu filmowi daleko do tamtych.
Miejscami drażnią także dialogi, jakby nie były do końca dopracowane.
Film nieco zyskuje w finale.
Mamy nagłe zwroty akcji i zaskoczenie.
To jednak za mało, by uznać "Enena" za dzieło udane.
Od Feliksa Falka oczekujemy więcej. Znacznie więcej.
Grzegorz Cielecki
zdjęcia: materiały prasowe Monolith Films